„Proszę księdza, idę popełnić
samobójstwo. Nie chce mi się
żyć. I tak nie ma po co! W domu
masakra. Znajomi… szkoda
gadać… Nikt nawet nie zauważy
mojego zniknięcia. Żegnam”.
Takiego dostałem esemesa.
Co tu odpisać? Jak poradzić?
W takich sytuacjach czuję się
bezradny. A każde słowo wydaje
mi się banalne. Ale „nie sztuką
gasić pożar, sztuką jest do niego
nie doprowadzić”. Dlatego
jeśli czujesz się samotna/
samotny – zastanów się,
dlaczego, jakie są Twoje relacje
z Bogiem, rodziną, przyjaciółmi,
ze znajomymi. Czy to wszystko
ich wina, czy Ty możesz też
coś zrobić w tej sprawie? Wyjść
do ludzi, zadzwonić i zaprosić
do siebie kogoś, kto bardziej
niż Ty potrzebuje pomocy
i wsparcia? Najważniejsze,
by nie doprowadzić do takiej
samotności.
(…)