„15 lat prosiłam mojego
męża, by zaczął mi przynosić
kwiaty. On odpowiadał:
«Po co ci kwiaty? Masz przecież
na parapecie. One i tak zwiędną,
a przecież zaoszczędzone
pieniądze możemy jakoś dobrze
wydać!». Zgodził się jednak
i zaczął je przynosić co tydzień
do domu. Nie doniczkowe, nie
sprzed cmentarza, ale cięte,
z kwiaciarni. I co zauważył?
Ja stałam się bardziej radosna,
mniej było napięcia w relacjach
domowych, a do tego – nie
wypada mówić – w intymnych
sprawach też mu się polepszyło.
Zwykłe kwiaty!”